HSIPAW – NIE MOŻNA MIEĆ WSZYSTKIEGO

Dużo sobie obiecywaliśmy po wizycie w Hsipaw, chcieliśmy spędzić kilka dni na względnym „odludziu”, zaznać trochę uroków krajobrazów, jako alternatywy dla świątyń i miast, zobaczyć życie ludzi z dala od centrów turystycznych. W tym sensie warto było odbyć tę podróż. Jednak pozostał nam tez spory niedosyt, choć sprawiedliwie będzie stwierdzić, że sami jesteśmy sobie winni: trochę źle oceniliśmy nasze możliwości i niestety, mieliśmy też trochę pecha.

Plan był taki: przyjeżdżamy na miejsce wieczorem, następnego dnia wędrujemy po górach, kolejnego dnia wybieramy jakąś krótszą opcję spacerową i popołudniu wracamy do Mandalay.

W rzeczywistości okazało się, że trasa, którą wybraliśmy pierwszego dnia była po prostu zbyt ciężka. Zdecydowaliśmy się na opcję 6 godzinnej wędrówki i odwiedzenia po drodze 2 wsi, po czym powrotu samochodem. Niestety to, co miało być spacerem, było do facto trekingiem dla zaawansowanych, a droga prowadziła cały czas stromo w górę. Dodatkowo, mniej więcej w połowie drogi, Michał totalnie zaniemógł (dało o sobie znać osłabienie związane z zatruciem z Mandalay). Na szczęście byliśmy z przewodnikiem, który przejął Jasia z zadowoleniem podróżującego w Tuli, i udało nam się dotrzeć do najbliższej drogi, gdzie inny uczynny Birmańczyk zabrał Michała na motorze do pierwszej wioski na trasie. Po godzinnym podejściu dołączyłam do niego ja i Jasiem. Uznaliśmy, że nie damy rady iść razem dalej i zrezygnowaliśmy z kolejnej godziny wędrówki do drugiej wioski. Tym samym zostaliśmy zmuszeni do zjechania z gór motorem, bo przewodnik szedł dalej z resztą grupy. Jazda motorem z Jasiem to jedna z tych rzeczy, których zdecydowanie nie chciałam robić, ale tym razem nie mieliśmy wyjścia. Było to zdecydowanie najgorsze doświadczenie w dotychczasowej podróży, i nawet naprawdę zapierające dech w piersiach widoki nie bardzo poprawiły bilans dnia.

Następnego dnia zamiast trekkingu wybraliśmy spacer po okolicy i wróciliśmy do Mandalay.

Podsumowując, co musielibyśmy zrobić, żeby „obronić” nasz pobyt w Hsipaw?

Powinniśmy ustalić nie tylko ile trwa trekking, ale też jak wysoko trzeba wyjść. Kilka lat wcześniej w Wietnamie zrobiliśmy kilka wielogodzinnych trekingów, ale różnice poziomów były niewielkie, wiec spokojnie daliśmy radę.

Powinniśmy dowiedzieć się kto jeszcze będzie szedł w naszej grupie, a najlepiej po prostu zagwarantować sobie indywidualną wycieczkę. Wtedy moglibyśmy dostosować tempo do własnych potrzeb i możliwości, a w razie czego przewodnik sprowadziłby nas bezpiecznie w dół (tym razem nie mógł tego zrobić, bo musiał poprowadzić dalej resztę grupy). Sama nie wiem, czemu tak nie zrobiliśmy.

Powinniśmy lepiej przygotować się do tej części podróży i wybrać jednak jakąś inną trasę. Wioska, którą ostatecznie odwiedziliśmy, była pięknie położona, ludzie przemili, ale dziennie przyjmowano tu kilka grup turystów i miałam wrażenie, że są już nieco znużeni naszą obecnością.

Czy polecamy Hsipaw? Całym sercem, szczególnie jeśli macie kilka dni i świetną kondycję oraz jesteście gotowi wydać trochę więcej i zaaranżować indywidualną wyprawę, to naprawdę warto, o czym niestety tym razem przekonaliśmy się słuchając relacji innych gości z naszego hotelu.

Ach, i jeszcze jedna, ogromna wpadka: w ferworze nieprzewidzianych zdarzeń zapomnieliśmy odwiedzić pałac Shanów zamieszkały przez parę Brytyjczyków, bardzo zachęcająco opisany w Lonely Planet.

Podsumowując, nie popełniajcie naszych błędów – realnie oceńcie swoje możliwości i znajdźcie ofertę uszytą na Waszą miarę.

IMG_8652

…i komóra

IMG_7286

Trud podróżowania

IMG_7294

Stylówa

IMG_8683 IMG_7296 IMG_7299 IMG_7300 IMG_7307 IMG_7309 IMG_7311 IMG_7313 IMG_7317 IMG_7318

I jeszcze kilka informacji praktycznych:

HOTEL: Lily the Home: jeden z nielicznych wysokich budynków w Hsipaw, to nie tylko miejsce noclegowe, ale również informacja turystyczna i organizator trekingów, bezpłatna wypożyczalnia rowerów, właścicielka, jej syn i synowa bardzo dobrze mówią po angielsku, na miejscu rezyduje też ich malutka córeczka, która jest równo rok młodsza od Jasia, co od razu zaskarbiło nam szczególne względy właścicieli:)

RESTAURACJE: Club Terrace: niewielka restauracja zlokalizowana na tarasie nad rzeką, dobre i tanie jedzenie, szczególnie polecamy smażone ośmiorniczki i spring rollsy, właściciele mają małe dziecko, więc na miejscu dostępna jest tona zabawek, ceny znacznie niższe niż w miastach, 10000 MMK;

CENY:

  • Jednodniowy trekking z przewodnikiem, lunchem w wiosce i transportem powrotnym motorami: 40000 MMK;
  • Taksówka na trasie Mandalay – Pyin oo lwin – Hsipaw, ze zwiedzaniem: 100000 MMK;
  • Taksówka na trasie Hsipaw – Mandalay (5 godzin): 60000 MMK, nie polecamy rezerwowania transportu do i z Hsipaw na raz, bo ceny w Mandalay są sporo wyższe;

One response to “HSIPAW – NIE MOŻNA MIEĆ WSZYSTKIEGO

  1. Pingback: BIRMA – OCZAROWANIA I ROZCZAROWANIA | MY, tu i tam·

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s