PLAŻE NORMANDII

Pamiętam, jak w czerwcu 2014 roku siedziałam w moim ulubionym miejscu na Kazimierzu delektując się czasem drzemki Najmłodszego w połączeniu  z mrożoną latte. W tle, na ekranie telewizora, przesuwały się obrazy ilustrujące wieści ze świata – potem kamery przeniosły się na przepiękne, szerokie, piaszczyste plaże łagodnie schodzące ku błękitom oceanu, na których w ciasnym tłumie rozpoznać można było najważniejszych światowych decydentów. Wtedy dopiero skojarzyłam fakty – był 6 czerwca 2014 roku, a ja oglądałam transmisję na żywo z uroczystości upamiętniających siedemdziesiątą rocznicę lądowania Aliantów w Normandii. Po ponad roku od tamtego dnia przed oczami wciąż miałam zapierające dech w piersiach okoliczności przyrody i wzruszające sceny z udziałem ostatnich żyjących kombatantów. Tegoroczne wakacje pozwoliły mi zobaczyć te plaże na własne oczy i poczuć ducha historii.

Miejsca związane z przebiegiem Operacji Overlord postanowiliśmy zobaczyć zostając na kilka dni w Bayeux – zachwycającym miasteczku z zachowaną średniowieczną zabudową miejską, bajeczną katedrą i liczącą sobie blisko 1000 lat tkaniną z Bayeux prezentującą historię podboju Anglii przez Normanów w XI wieku. Plaże Omaha, Utah, Sword, Juno i Gold znajdują się w odległości 20 kilometrów od miasteczka. W samym Bayeux i okolicy zwiedzać można też cmentarze, pomniki oraz mniejsze i większe muzea związane z historią II Wojny Światowej.

My zdecydowaliśmy się odwiedzić w pierwszej kolejności plaże oraz cmentarz żołnierzy alianckich, który „zagrał” w otwierających i końcowych scenach filmu „Szeregowiec Ryan”. Miejsce robi ogromne wrażenie – las identycznych białych krzyży, w tle szum oceanu, akurat w dniu naszej wizyty wybrzeże spowijała gęsta mgła, która potęgowała nostalgiczny nastrój. Nie ma co ukrywać – bardzo przygnębiające miejsce, poza cmentarzem, kaplicą i okazałym pomnikiem  w budynku recepcyjnym można zobaczyć niewielką ekspozycję prezentującą sylwetki niektórych poległych żołnierzy oraz zarejestrowane świadectwa ocalałych. Przygotujcie duuużo chusteczek.

Podczas pobytu w Bayeux pojechaliśmy również zobaczyć częściowo zachowane fortyfikacje niemieckie na klifie górującym między plażami Omaha i Utah, czyli słynne Pointe du Hoc, oraz pierwsze francuskie miasteczko zdobyte przez Aliantów – Sainte Mere Eglise, a w nim niewielkie Airborne Museum.

Chcąc poszerzyć wiedzę o tamtych wydarzeniach postanowiliśmy też odwiedzić muzeum w Bayeux, w którym w klasycznej formie tablic, zdjęć i map nakreślono historię II Wojny Światowej, ale zadbano także o przedstawienie konfliktu z perspektywy pojedynczych bohaterów, między innymi lekarzy i korespondentów wojennych, wśród nich naszego ulubionego Roberta Capy. W muzeum wyświetlany jest co pół godziny film prezentujący historię bitwy (na zmianę wersja językowa angielska i francuska), w poszczególnych salach zgromadzono także elementy umundurowania, broń, a nawet samochody i czołgi. W ramach zagłębiania się w temat w sklepie muzealnym kupiliśmy książkę Corneliusa Ryana „The Longest Day”, która na kilkuset stronach opisuje godziny poprzedzające lądowanie i 6 czerwca 1944. Nie jest to być może wymarzona wakacyjna lektura, ale warto ją przeczytać, aby lepiej zrozumieć trud i poświęcenie żołnierzy, często bardzo młodych chłopaków walczących na obcej ziemi ponad 70 lat temu.

IMG_0653

Utah Beach, widok z Pointe du Hoc

IMG_0584

spowite poranną mgłą Omaha Beach

Oczywiście kontekst historyczny plaż Normandii to tylko część planu zwiedzania, jaki udało nam się zrealizować. Przez 2 tygodnie pobytu we Francji byliśmy na plaży właściwie codziennie. Za każdym razem wybrzeże wyglądało trochę inaczej – plaże były piaszczyste lub kamieniste, w zależności od pory dnia, albo ledwie widoczne, albo szerokie aż po horyzont, często osnute mgłą. W okolicach podziwialiśmy efektowne klify i nadmorskie konstrukcje skalne podobne do tych najbardziej znanych, po drugiej stronie kanału w Dover.

Zupełnie inaczej niż w Polsce plaże są prawie zawsze puste – jedynie przy efektownej promenadzie w Deauville plaża przypominała śródziemnomorskie kurorty, ale to pewnie też efekt weekendu. Szczególnym elementem krajobrazu były konstrukcje stanowiące hodowle muli i innych owoców morza, które wyciągane były z wody za pomocą specjalnych, ogromnych traktorów, co stanowiło kolejną nadmorską atrakcję dla Najmłodszego. Jak już wspomniałam tutaj ten nieco tajemniczy i surowy klimat normandzkich plaż wydał mi się nawet ciekawszy od tropikalnych plaż Azji. Miejsca te zdecydowanie bardziej nadają się też na wakacje z maluchem i mężem, który nie bardzo odnajduje się w wypoczynku poprzez leżenie plackiem na rozgrzanym piasku. Panowie spędzali więc czas głównie na skakaniu po skałach, graniu w piłkę i zbieraniu wielkich kamieni – morze radości 🙂

IMG_0749

Wydmy w Granville

IMG_0684

Barneville

IMG_9606

Cap Carteret

IMG_9590

Plaża miejska w Barneville

IMG_9558

Granville

IMG_9495

Arromanches-les-Bains

IMG_9188

Etretat

IMG_9186

Etretat

IMG_0450

Etretat

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s