FRANCJA – OCZAROWANIA I ROZCZAROWANIA

O naszych lipcowych wakacjach w północnej Francji pisałam już co nie co tu, tu i tu, teraz czas na małe podsumowanie całej podróży. W ciągu 17 dni europejskich wakacji przejechaliśmy blisko 5000 kilometrów odwiedzając kilkadziesiąt wsi, miast i miasteczek. Spaliśmy w kamiennym domu na końcu świata, przytulnych pensjonatach, znacznie mniej przytulnych hotelach Ibis i w zoo. Było super, a nasz Najmłodszy Podróżnik okazał się być fantastycznym, długodystansowym pasażerem i prawdziwym entuzjastą francuskich atrakcji turystycznych 🙂

mapa francja wakacje

Nasza trasa

Z radością podzielę się więc największymi oczarowaniami i dorzucam łyżkę dziegciu w postaci kilku rozczarowań.

OCZAROWANIA

1. Jedzenie

Wielokrotnie wznosiliśmy się na wyżyny kulinarnych doznań, przy czym nie gościliśmy w restauracjach z rekomendacją Michelin. Jadając raczej barowo – restauracyjnie i w kwestii wyboru miejsc polegając tylko i wyłącznie na własnych przeczuciach nigdy się nie zawiedliśmy. Dzień zaczynaliśmy od wizyty w najbliższej Boulangerie, w której niezmiennie wybieraliśmy croissanty i pain au chocolat, potem owoce morza na lunch (typowe dla Normandii moules marinière, ale ja wielbię niezmiennie moules à la crème), a popołudniową porą lub w piknikowych okolicznościach przyrody raczyliśmy się lokalnymi serami i cydrem (nam najbardziej smakował ten z Bayeux). Na koniec zostawiam smak, który już zawsze kojarzyć mi się będzie z tymi wakacjami: crème caramel au beurre salé, czyli solony karmel, brzmi banalnie, ale dla mnie to kulinarne objawienie (do kupienia również w Polsce w dobrze zaopatrzonych delikatesach). Solony karmel jest jednym z normandzkich przysmaków i serwowany jest przede wszystkim jako dodatek do naleśników (Crêpes) lub w formie cukierków (w Honfleur wydaliśmy majątek w sklepie serwującym cukierki na bazie karmelu z różnymi dodatkami).

IMG_1981

królestwo karmelu w Honfleur

IMG_0642

4 sery z Normandii, których trzeba spróbować

IMG_0610

Prawie jak piknik 🙂

IMG_0605

Z bułą

2. Bayeux

Jeśli ktoś, kto nie był nigdy w Normandii miały opisać jak wygląda typowe miasteczko w w tym regionie, to z dużą pewnością opisywałby właśnie Bayeux. Niewielkie, urokliwe domki z kamienia w ramach średniowiecznej zabudowy, monumentalna katedra, główna ulica miasta przy której zlokalizowane są małe restauracyjki, kawiarnie, piekarnie, cukiernie, czy efektowne wystawy sklepu mięsnego. Cicho, spokojnie, nieco sennie, jedno z tych miast, które każdy chce zobaczyć, jednak na ulicach nie przytłaczają tłumy turystów. Dodatkowo położenie miasta czyni je też naturalnym punktem wypadowym do odwiedzenia plaż Normandii związanych z historią II Wojny Światowej. Z trudną historią mierzyliśmy się przez 3 kolejne dni, a popołudnia spędzaliśmy w pięknym Bayeux. Samo miasto też ma wiele do zaoferowania – poza wspomnianą imponującą Katedrą Notre – Dame miasto słynie na cały świat z Tkaniny z Bayeux (Tapisserie de Bayeux), czyli misternie wyhaftowanej na 70 metrach historii podboju Anglii przez Normanów. Zabytek jest eksponowany w Muzeum w bardzo ciekawy sposób: zwiedzający dostają audioguidy, które opisują szczegółowo każdą wyhaftowaną scenę (na zwiedzanie trzeba zarezerwować około 1,5 godziny, nie ma wersji w języku polskim), tkanina prezentowana jest w gablocie zainstalowanej wzdłuż okrągłego, zaciemnionego korytarza. Nieco dalej od centrum (20 minut spacerem) znajduje się ogród botaniczny, który idealnie nadaje się na piknik lub leniwe popołudnie na trawie.

IMG_9517 copy

Wielkie drzewo i Mały On w Jardin Public Bayeux

IMG_0552

Katedra

IMG_0553

Musée de la Tapisserie de Bayeux

IMG_0573 IMG_0577 IMG_0639 IMG_06403. „Agroturystyka” w Giverny

Szukając miejsc noclegowych staraliśmy się wybierać mniejsze, niesieciowe hotele i pensjonaty, które idealnie odpowiadały klimatowi naszych wakacji. Tylko w przypadku Bayeux, rezerwując zaledwie tydzień przed przyjazdem musieliśmy zdecydować się na hotel Ibis Budget, którego jedynym plusem była cena i łatwy dojazd (hotel zlokalizowany był przy zjeździe z autostrady). Chcieliśmy też przynajmniej kilka nocy spędzić gdzieś na odludziu, w formule „agroturystyki”. W klimatycznych kamiennych domach zatrzymaliśmy się w Giverny, a potem jeszcze w Bretanii, w okolicach Dignan.

Nocleg w Domaine de la Folicoeur w Sainte Colombe Pres-Vernon (20 minut drogi od Giverny) znaleźliśmy za pośrednictwem strony giverny.org, wybraliśmy Chambre du Lilas, który faktycznie okazał się być małym domkiem z sypialnią na piętrze. Efekt sielanki wzmocnił fakt,że tego dnia byliśmy jedynymi gośćmi.

Jestem przekonana, że gdybyśmy za rezerwacje miejsc noclegowych zabrali się nieco wcześniej, udało by nam się znaleźć podobne miejsca w rozsądnej cenie na wybrzeży, czy w zachodniej części Regionu, jesteśmy więc oczarowani taką opcją noclegową i nieco rozczarowani sobą ;).

IMG_9134

Jak w bajce

IMG_9143

IMG_0349 IMG_0364

4. Muzeum Diora w Granville

W maju tego roku na Festiwalu Off Camera obejrzałam fantastyczny film  „Dior i ja” dokumentujący przygotowywanie przez Rafa Simonsa pierwszej kolekcji haute couture pod marką Dior. Nie jestem w żadnej mierze znawcą, ani przesadnym miłośnikiem mody, ale film ten trzymał mnie w napięciu, bawił i wzruszał do ostatnich chwil. Jedna ze scen pokazuje, jak w ramach inspiracji Raf Simons odwiedza dom rodzinny Christiana Diora, podziwiając między innymi oryginalny kolor elewacji. Dom położony jest na wzgórzu, tuż nad brzegiem morza, w otoczeniu przepięknego ogrodu. Byłam przekonana, że stoi  na Lazurowym Wybrzeżu, gdzieś między Cannes a Saint Tropez, jakież więc było moje zdziwienie, gdy charakterystyczny budynek ujrzałam w katalogu turystycznym reklamującym zachodnie wybrzeże Normandii. Oczywiście nie mogłam odmówić sobie przyjemności zobaczenia tej rezydencji na żywo.

Dom, ogród z tysiącem róż i ich położenie nad samym morzem robią niesamowite wrażenie, jednak prawdziwe skarby kryje wnętrze. Na trzech poziomach zgromadzono najbardziej znane, kultowe ubrania stworzone przez Christiana Diora (w ramach New Look) i jego następców – jest więc charakterystyczny żakiet z baskinką, przepiękne suknie przywracające modę na kobiecość i wreszcie projekty Simonsa nawiązujące do pierwszej kolekcji Diora. Prezentacji strojów towarzyszą obszerne opisy, więc w toku zwiedzania możemy poznać nie tylko historię mody, ale również szerszy, społeczny i historyczny kontekst twórczości projektantów. W środku nie można robić zdjęć, więc tym bardziej gorąco zachęcam do zobaczenia tego miejsca na żywo.

IMG_0750

Mały Podróżnik w ogrodach Diora

ROZCZAROWANIA

1. Ceny

Jeśli coś psuło nam sielski nastój wakacji to właśnie zbyt często kompletnie nieadekwatne ceny, począwszy od cen napojów i wyżywienia, aż po hotele, co niestety stanowiło największą część naszego podróżniczego budżetu.  O barierę cenową pierwszy raz rozbiliśmy się przy rezerwacji hoteli. Kameralne pensjonaty na odludziu kosztowały średnio 100 EUR za noc, bardziej wyszukane miejsca, takie jak odrestaurowane rezydencje czy pałacyki to konieczność wydania co najmniej 150 EUR. O wysokich cenach w Paryżu pisałam już w tym poście.

Lunch dla dwojga, bez alkoholu to kolejne 30 – 40 EUR. Ceny ulicznych przekąsek (naleśników, croque, czy galette) wahały się między 7 a 10 EUR. Za kawę, bez której trudno mi przetrwać dzień, nigdzie nie zapłaciłam mniej niż 4 EUR. Chcąc napić się piwa w restauracji trzeba się było nastawić na wydatek w granicach 7-10 EUR.

Do tego płatne parkingi, autostrady, bilety wstępu do muzeów, wszystko to razem sprawia, że podróż do Normandii to całkiem spory wydatek. Co więcej nie bardzo widzę pole do poczynienia oszczędności – realnie moglibyśmy przerzucić się całkowicie na jedzenie bagietek z serem, ale chyba nie na tym polegają udane wakacje w regionie, który słynie z niepowtarzalnych smaków.

Trudno mi oceniać, czy miejsca, które zobaczyliśmy warte są takich wydatków, u nas bilans zysków i strat wyszedł pozytywnie, choć warto z góry założyć, że miejsca te będą droższe niż nam się może wydawać i tym samym oszczędzić sobie rozczarowań.

2. Dom Moneta w Giverny

Oba kolejne rozczarowania to efekt problemu, który pojawia się podczas każdej naszej podróży. Niestety im bardziej potencjalnie atrakcyjne miejsce, tym większa szansa, że odwiedzając to miejsce wyjedziemy niezadowoleni. Na wstępie muszę wyjaśnić, że dom Moneta jest zdecydowanie wart zobaczenia, ogród jest imponujący, a dom urzeka klimatem wiejskiej rezydencji. Trudno jednak w pełni docenić i doświadczyć uroku miejsca, kiedy po odstaniu swojego w sporej kolejce (poniedziałek, 10 rano – nie chcę więc myśleć, co się tam dzieje w weekendowe popołudnia) zarówno dom, jak i ogród, z powodu ogromnej rzeszy zwiedzających, ogląda się tuptając gęsiego jeden za drugim. Jak tu docenić urok wielokrotnie uwiecznianego na obrazach mostku, jeśli bez przerwy znajdują się na nim dziesiątki turystów walczących o zrobienie choć jednego zdjęcia, na którym nie będzie widać tych dzikich tłumów? W ramach zarządzania ruchem w domu malarza wyznaczono ścieżkę zwiedzania, która sprawia, że nie sposób przystanąć nawet na chwile i rozejrzeć się po poszczególnych pokojach, które swoją drogą stanowią małe dzieła sztuki zapełnione obrazami i przedmiotami codziennego użytku Claude Moneta. Trudno mi doradzać, jak zagwarantować sobie lepsze niż nasze wspomnienia z tego miejsca. Może trzeba przyjechać poza sezonem, w dniu powszednim, z samego rana? Sam ruch turystyczny zorganizowany jest bez zarzutu. W bezpośrednim sąsiedztwie Domu działa kilka kawiarni i restauracji, miasto udostępniło też bezpłatne miejsca parkingowe.

IMG_9172 IMG_9177 IMG_0367 IMG_0369 IMG_0377 IMG_0381 IMG_0382 IMG_0387 IMG_0388 IMG_0392 IMG_0400

3. Mont Saint Michel

Tego zabytku nie trzeba nikomu specjalnie zachwalać. Wyspa robi niesamowite wrażenie, jest widoczna z odległości kilku kilometrów i na żywo prezentuje się jeszcze okazalej niż na zdjęciach. Aby nie zburzyć tego niesamowitego obrazu szczerze odradzam przechodzenie na wyspę. Za imponującymi murami kryją się bowiem rzeczy straszne: kiczowate sklepiki z pamiątkami, restauracje serwujące okropne jedzenie, tłumy turystów przemieszczające się w żółwim tempie w kierunku klasztoru i kolejka do wejścia, która oznacza co najmniej 30 minut czekania. Dla dobrych wrażeń i niezapomnianych widoków warto więc pozostać na drugim brzegu.

IMG_0767 IMG_0772 IMG_0778 IMG_0781 IMG_0790

Podsumowując, wszystko super, tylko drogo i tłoczno 🙂

One response to “FRANCJA – OCZAROWANIA I ROZCZAROWANIA

  1. Pingback: Londyn za (pół)darmo | MY, tu i tam·

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s